Ten blog nie jest blogiem w ścisłym sensie. Nie piszę tu własnych notek, wyłączona jest też opcja komentarzy. Publikuję tu moje przekłady ciekawych tekstów, nie tłumaczonych wcześniej na język polski. Nie tylko nie zabraniam korzystania z moich tłumaczeń, ale wręcz zachęcam do ich kopiowania w całości lub w fragmentach, cytowania na blogach i forach, linkowania itp.
Blog > Komentarze do wpisu
Richard Dawkins, ateista (cz. I)
Biolog-ewolucjonista Richard Dawkins wyjaśnia, dlaczego Bóg jest iluzją, religia to wirus, a Ameryka cofa się ku mrocznym stuleciom.

Z Richardem Dawkinsem rozmawia Gordy Slack, dyrektor agencji informacyjnej Free-Agents International w Kalifornii.
Oryginalny tekst wywiadu: The atheist.


30 kwietnia 2005 r. |
Richard Dawkins jest najsłynniejszym z żyjących obecnie ateistów, którzy nie kryją się ze swoimi poglądami. Jest również najbardziej kontrowersyjnym biologiem-ewolucjonistą na świecie. Dzięki wydanej w 1976 roku książce „Samolubny gen” Dawkins pojawił się w świetle reflektorów, demonstrując przystojną, gniewną, ludzką twarz naukowego redukcjonizmu. Książka wywołała skrajne reakcje – od oburzenia po zachwyt – przekonując, że naturalna selekcja przejawia swoją twórczą moc wyłącznie poprzez geny, a nie gatunki lub pojedyncze osobniki. Ludzie są tylko „maszynami, dzięki którym geny mogą przetrwać”, twierdził Dawkins w swojej książce.
Dawkins kontynuował ten temat, ale poszerzył obszar swoich dociekań w książkach „Ślepy zegarmistrz”, „Rozplatanie tęczy”, „Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa”. W swojej ostatnie pracy „The Ancestor’s Tale” [Opowieść przodka] prześledził rodowód człowieka, cofając się w czasie i zatrzymując się na dłużej w miejscach ważnych rozgałęzień ewolucyjnego szlaku.
Podejmując się zdecydowanej obrony Darwina i naturalnej selekcji jako siły kierującej życiem, Dawkins wszedł w nową rolę – religijna prawica uznała go za wroga publicznego numer jeden. Dawkins nie boi się kontrowersji, ale nie trawi głupców. Niedawno spotkał się z pastorem, który w brytyjskiej debacie politycznej jest po przeciwnej stronie barykady. Kiedy pastor wyciągnął rękę, Dawkins nie odwzajemnił gestu i powiedział: „Sir, jest pan niedouczonym bigotem”.
Dzisiaj Dawkins jest Profesorem Upowszechniania Nauki na Uniwersytecie Oksfordzkim, które to stanowisko stworzył dla niego w 1995 roku Charles Simonyi, milioner z Microsoftu. Na początku 2005 roku Dawkins podpisał umowę z brytyjską telewizją na produkcję filmu dokumentalnego, opowiadającego o destrukcyjnej roli religii w historii nowożytnej, pod roboczym tytułem „Korzenie wszelkiego zła”.
Spotkałem się z Dawkinsem pod koniec marca 2005 r., podczas corocznej konferencji Atheist Alliance International (AAI) w Los Angeles. Naukowiec wręczył tam nagrodę swojego imienia – wysokie wyróżnienie AAI – dwóm iluzjonistom, Pennowi i Tellerowi1. Podczas naszej rozmowy w moim pokoju hotelowym Dawkins był uprzejmy i nienagannie ubrany: śnieżnobiała koszula i aksamitna marynarka.

Ewolucja znów znalazła się pod ostrzałem. Czy są w ogóle jakieś wątpliwości co do słuszności tej teorii?

Często mówi się, że skoro ewolucja miała miejsce w przeszłości, a my nie byliśmy jej świadkami, to nie mamy bezpośrednich dowodów, które by ją potwierdzały. To oczywiście nonsens. Jesteśmy raczej jak detektywi, którzy pojawiają się na miejscu przestępstwa, rzecz jasna po tym, gdy przestępstwo zostało popełnione. Próbujemy wykryć to, co się wydarzyło, badając pozostawione ślady. W historii ewolucji takich śladów jest mnóstwo.
Ślady można znaleźć w rozmieszczeniu kodów DNA w królestwach zwierząt i roślin, w sekwencjach protein, w cechach morfologicznych, które zostały bardzo szczegółowo przeanalizowane. Wszystko zgadza się z ideą, według której mamy do czynienia ze zwykłym, rozgałęziającym się drzewem. Rozmieszczenie gatunków na wyspach i kontynentach na całym świecie jest dokładnie takie, jakiego można się spodziewać w wyniku ewolucji. Są miliony faktów wskazujących ten sam kierunek – nie ma żadnego faktu, który wskazywałby inny kierunek.
Brytyjski naukowiec J.B.S. Haldane, zapytany, co mogłoby być dowodem przeciwko ewolucji, udzielił słynnej odpowiedzi: „skamienieliny królików w prekambrze”. Nie znaleziono takich skamielin. Nie natrafiono nigdy na nic takiego. Takie fakty mogłyby obalić teorię ewolucji. Ale wszystkie znalezione skamienieliny były we właściwych miejscach. Oczywiście jest mnóstwo luk w odkrytej historii skamieniałości. Ale to nic niezwykłego. Dlaczego miałoby być inaczej? Mamy szczęście, że w ogóle odnaleźliśmy jakieś skamienieliny. Ale żadne z nich nie zostały znalezione w złym miejscu, co mogłoby podważyć fakt ewolucji. Ewolucja jest faktem.

Jednak bardzo wielu ludzi nie chce uwierzyć w ewolucję. Skąd się bierze ten opór?

Mówię to z przykrością, ale ma on swoje źródło w religii. W złej religii. Wśród obytych w świecie, wykształconych teologów nie natrafimy na żadną opozycję wobec teorii ewolucji. Ta opozycja rodzi się w łonie niezwykle zacofanej, prymitywnej wersji religii, która dzisiaj w Stanach Zjednoczonych przybrała, niestety, rozmiary epidemii. Nie w Europie, nie w Wielkiej Brytanii, ale w Stanach Zjednoczonych.
Moi amerykańscy znajomi mówią mi, że wasz kraj cofa się ku teokratycznym, ciemnym stuleciom. Bardzo się to nie podoba wielu wykształconym, inteligentnym i trzeźwo myślącym ludziom w Ameryce. Niestety, dzisiaj niewielką liczebną przewagę mają nad nimi nieokrzesani, niewykształceni ludzie, którzy głosowali na Busha.
Ale główny szlak historii wiedzie ku oświeceniu i dlatego myślę, że to co w tej chwili przechodzi Ameryka okaże się przejściowym regresem. Myślę, że możemy mieć wielkie nadzieje na przyszłość. Moja rada jest taka: nie rozpaczajcie, te rzeczy przeminą.

W książce „The Ancestor’s Tale” zajmuje się pan agnostycyzmem. Czym on się różni od ateizmu?

Mówi się, że jedynym racjonalnym stanowiskiem jest agnostycyzm, ponieważ nie możemy udowodnić istnienia ani nieistnienia nadprzyrodzonego stwórcy. Uważam, że jest to słabe stanowisko. To prawda, nie możemy niczego całkowicie wykluczyć, ale możemy przyjąć jakąś wartość prawdopodobieństwa. Jest nieskończona liczba rzeczy, których nieistnienia nie możemy udowodnić: jednorożce, wilkołaki i czajniki na orbicie wokół Marsa2. Ale nie przywiązujemy do nich żadnej wagi, o ile nie ma jakichś wyraźnych powodów, by twierdzić, że istnieją.

Wiara w Boga jest jak wiara w czajnik orbitujący wokół Marsa?

Tak. Przez długi czas niemal dla wszystkich było oczywiste, że piękno i elegancja świata są ewidentnym dowodem istnienia boskiego stwórcy. Ale już trzysta lat temu filozof David Hume zauważył, że jest to zły argument, który prowadzi do regresu w nieskończoność. Nie da się statystycznie wyjaśnić mało prawdopodobnych rzeczy, takich jak żywe stworzenia, poprzez stwierdzenie, że musiały zostać zaprojektowane – bo nadal niewyjaśniony jest projektant, który musi być jeszcze mniej prawdopodobny statystycznie i jeszcze bardziej elegancki. Projekt nie może być ostatecznym wyjaśnieniem żadnej rzeczy. Może być jedynie wyjaśnieniem przybliżonym. Samolot lub samochód można wyjaśnić, wskazując na projektanta, ale tylko dlatego, że sam projektant – inżynier – ma swoje wyjaśnienie w naturalnej selekcji.

Ci, którzy opowiadają się za „inteligentnym projektem” – koncepcją, według której żywe komórki są zbyt złożone, aby mogły zostać stworzone przez samą przyrodę – mówią, że ewolucja nie jest sprzeczna z istnieniem Boga.

Ale nie ma dowodu na istnienie Boga. Ewolucja zachodząca wskutek naturalnej selekcji to proces, który ma proste początki, a proste początki można łatwo wyjaśnić. Trudno wyjaśnić istnienie inżyniera i każdej innej żywej istoty – ale można to zrobić, odwołując się do ewolucji, która działa poprzez naturalną selekcję. Stąd związek biologii ewolucyjnej z ateizmem: ewolucyjna biologia daje nam jedyny znany mechanizm, który wyjaśnia, w jaki sposób iluzja projektu – lub pozornego projektu – mogła się pojawić gdzieś we wszechświecie.

Dlaczego więc uparcie wierzymy w Boga?

W biologii mamy mnóstwo różnych teorii wyjaśniających nasze niezwykłe predyspozycje do wiary w istoty nadprzyrodzone. Jedna z nich mówi o tym, że umysł dziecka – z przyczyn dobrze uzasadnionych przez Darwina – jest podatny na infekcje w podobny sposób, jak komputer. Komputer, aby był użyteczny, musi być programowalny, musi wykonywać to, co mu każemy. Ale w ten sposób nieuchronnie staje się podatny na wirusy komputerowe, czyli programy, które mówią: „rozpowszechniaj mnie, kopiuj mnie, przekaż mnie dalej”. Kiedy wirusowy program zacznie działać, nic go nie zatrzyma.
Podobnie mózg dziecka jest zaprogramowany przez naturalną selekcję w taki sposób, żeby dziecko wierzyło w to, co mówią rodzice i inni dorośli, i było im posłuszne. Ogólnie rzecz biorąc, to dobrze, że dzięki tej podatności dziecko może być uczone przez dorosłych, którzy mówią mu, jak ma postępować i w co wierzyć. Ale siłą rzeczy ta sytuacja ma również swoją złą stronę: idee błędne, bezużyteczne, skutkujące stratą czasu – takie jak tańce deszczu i inne zwyczaje religijne – też są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dziecięcy mózg jest bardzo podatny na ten rodzaj zarażenia. Mamy również do czynienia z infekcją w poprzek pokolenia, kiedy charyzmatyczny kaznodzieja zaraża umysły, które wcześniej nie były zainfekowane.

Powiedział pan kiedyś, że wychowywanie dzieci w religijnej tradycji można nawet uznać za rodzaj nadużycia.

Uważam, że nadużyciem jest nadawanie dzieciom religijnych etykietek, takich jak „katolickie dziecko” czy „muzułmańskie dziecko”. Dla mnie jest to bardzo dziwne, że w naszej cywilizacji z zadowoleniem mówimy o czteroletnim katolickim dziecku, albo o muzułmańskim dziecku, które ma cztery lata. A przecież te dzieci są zdecydowanie za młode, żeby wiedzieć, co myśleć o kosmosie, życiu i moralności. W ogóle nie przychodzi nam do głowy, żeby mówić o keynesowskim dziecku czy marksistowskim dziecku. Jednak z jakichś przyczyn czynimy wyjątek dla religii. Dodam jeszcze, że mówienie o ateistycznym dziecku również byłoby nadużyciem.

Pracuje pan nad nową książką pod roboczym tytułem „The God Delusion” [Iluzja Boga]3. Czy może pan wyjaśnić ten tytuł?

Iluzja to coś, w co ludzie wierzą mimo całkowitego braku dowodów. Religia jest niemal nie do odróżnienia od dziecięcych złudzeń, takich jak „wymyślony przyjaciel” albo straszydło kryjące się pod łóżkiem. Niestety, iluzja Boga opanowuje dorosłych, i to nie jakąś mniejszość nieszczęśników w zakładzie dla obłąkanych. Słowo „iluzja” ma również negatywne konotacje, w które także obfituje religia.

Jakie są te negatywne konotacje?

Iluzja, która pobudza wiarę bez dowodów naraża nas na kłopoty. Rozbieżności między niezgodnymi wierzeniami nie mogą być rozstrzygnięte w toku rozsądnej dyskusji, ponieważ rozsądna dyskusja nie jest metodą, którą posługują się osoby od kołyski ćwiczone w religii. Niezgodności rozstrzygane są innymi środkami, a w skrajnych przypadkach nieuchronnie dochodzi do przemocy. Naukowcy nie zgadzają się ze sobą, ale nie jest to dla nich powodem do walki. Naukowcy dyskutują o dowodach, albo szukają nowych dowodów. Podobnie jest z filozofami, historykami czy krytykami literackimi.
Ale nie możesz tak postąpić, jeśli po prostu wiesz, że twoja święta księga to prawda przekazana przez Boga, a ten drugi człowiek wie to samo o swojej księdze, niezgodnej z twoją. Ludzi wychowanych w zaufaniu do wiary i prywatnego objawienia nie da się przekonać dowodami do zmiany zdania. Nic więc dziwnego, że religijni fanatycy na przestrzeni dziejów uciekali się do tortur i egzekucji, krucjat i jihadu, świętych wojen, czystek i pogromów, inkwizycji i palenia czarownic.

(druga część wywiadu »)


Przypisy tłumacza
1 Penn i Teller to niekonwencjonalny duet iluzjonistów, którzy nie tylko ujawniają swoje triki przed publicznością, ale również podważają mity religijne i kulturowe w swoim programie telewizyjnym Bullshit.
2 Metaforą czajnika wcześniej posłużył się filozof Bertrand Russell w eseju Is there a God [Czy Bóg istnieje]:
Wielu tradycyjnie myślących ludzi uważa, że to sceptycy powinni obalać zastane dogmaty, których dogmatycy nie muszą udowadniać. To oczywiście błąd. Gdybym zasugerował, że między Ziemią a Marsem znajduje się porcelanowy czajnik do herbaty, który krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie, nikt nie potrafiłby obalić mojego twierdzenia, o ile przezornie bym dodał, że czajnik jest tak mały, iż nie można go zaobserwować nawet przez najsilniejsze teleskopy. Gdybym poszedł dalej i oznajmił, że ponieważ moje twierdzenie nie może zostać obalone, więc podważanie go byłoby niedopuszczalnym uroszczeniem umysłu – wówczas natychmiast zostałbym potraktowany jako głosiciel nonsensów. Jeśli jednak istnienie takiego czajnika zostałoby stwierdzone w starożytnych księgach, głoszone w każdą niedzielę jako uświęcona prawda i wpajane dzieciom w szkołach, wówczas wątpienie w jego istnienie byłoby czymś ekscentrycznym, a sam niedowiarek zasługiwałby na uwagę psychiatrów (w oświeconej dobie) lub inkwizytorów (w czasach dawniejszych).
3 Książka „The God Delusion” ukazała się jesienią 2006 roku, w Polsce - 25 maja 2007, pod tytułem „Bóg urojony” (przekład: Piotr J. Szwajcer, Wydawnictwo CiS).


czwartek, 24 sierpnia 2006, ateizm
POPIERAM

Szczęśliwi ateiści - pozytywny ateizm